Wybierz region

Wybierz miasto

    Rzyszczewko. Katastrofa bez ofiar

    Autor: Izabela Heksel

    2000-06-12, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    - Gdy podszedłem, helikopter jeszcze dymił. W maszynie nie było nikogo - opowiada Adam Guszczak z Rzyszczewka. Śmigłowiec M1-2, należący do prywatnego biznesmena z Sęczkowa runął na ziemię w piątek w około godz. 20.


    - Gdy podszedłem, helikopter jeszcze dymił. W maszynie nie było nikogo - opowiada Adam Guszczak z Rzyszczewka. Śmigłowiec M1-2, należący do prywatnego biznesmena z Sęczkowa runął na ziemię w piątek w około godz. 20.

    Do katastrofy doszło w okolicach Karwic (powiat sławieński), kilkaście metrów od torów kolejowych. Pasażerowie helikoptera cudem ocaleli.
    Feralnego dnia prywatny śmigłowiec leciał równolegle ze zmierzającym do Sławna pociągiem. Za sterem siedział Janusz Ś., właściciel helikoptera. Do katastrofy doszło w trakcie gwałtownego zwrotu. Nagły podmuch wiatru spowodował, że samolot stracił stabilność i spadł na ziemię z wysokości 5 metrów. Trzema kołami dotknął podłoża, a jedno z nich zagłębiło się w ziemię. Wskutek tego śmigłowiec przechylił się na prawą stronę i śmigłem zahaczył o podłoże.

    - Nastąpiło rozerwanie samolotu. Płaty śmigła odrzuciło na odległość 40 metrów - mówi nadkom. Lucjan Dankowski, rzecznik prasowy sławieńskiej policji.
    Kilkanaście minut po katastrofie na miejsce zdarzenia przybyła straż pożarna i pogotowie. Rozbity śmigłowiec był jednak pusty.

    - Poszukiwania pasażerów nie przyniosły żadnego rezultatu. Zabezpieczyliśmy więc teren i przekazaliśmy sprawę policji - powiedział oficer dyżurny straży pożarnej w Sławnie.
    Nazajutrz do sławieńskiej komendy zgłosił się właściciel helikoptera. Prowadzącym postępowanie funkcjonariuszom powiedział, że oprócz niego w helikopterze nie było innych osób.

    - Pilot twierdzi, że był w szoku. Po ustaniu wibracji wyszedł z samolotu i oddalił się. Tłumaczy, że ocknął się dopiero następnego dnia rano w lesie - dodaje nadkom. Dankowski.
    Tymczasem naoczni świadkowie katastrofy, jak i zmierzający pociągiem do Sławna podróżni widzieli, jak ze śmigłowca wybiegały jeszcze dwie inne osoby.
    - Zaraz po zderzeniu z ziemią cała trójka pobiegła w stronę lasu. Wśród nich był pilot śmigłowca - powiedział ?Dziennikowi? mieszkaniec Rzyszczewa.

    Okoliczności wypadku bada specjalna komisja ds. katastrof lotniczych.
    - Janusz Ś. nie miał uprawnień do pilotowania śmigłowców - twierdzi nadkom. Dankowski. - Kupiony z demobilu helikopter nie przeszedł wymaganych prawem badań technicznych, a pilot nie zgłosił lotu służbom powietrznym.
    Wczoraj nie udało nam się skontaktować z właścicielem helikoptera.


    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)