W nostalgiczną podróż autobusową po terenie Stoczni Gdańskiej...

Bez WC, wideo, barku i klimatyzacji. Czyli w sam raz taki, by wspominać w nim historię PRL. Autobus jelcz 043, z racji swych korniszonowatych kształtów zwany ogórkiem, od tego tygodnia kursuje po dawnych terenach ...

Bez WC, wideo, barku i klimatyzacji. Czyli w sam raz taki, by wspominać w nim historię PRL. Autobus jelcz 043, z racji swych korniszonowatych kształtów zwany ogórkiem, od tego tygodnia kursuje po dawnych terenach Stoczni Gdańskiej. Trasę Subiektywnej Linii Autobusowej wymyślił Grzegorz Klaman, profesor gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, który wspólnie z Anetą Szyłak zawiaduje działającym w dawnej stoczniowej szkole zawodowej Instytutem Sztuki Wyspa.

Mamy wtorek, 18 lipca, południe. Ogórek pod historyczną Bramą nr 2 spokojnie czeka na swych pierwszych pasażerów. Wtarabaniamy się do środka i zajmujemy miejsca na pokrytych dermą siedzeniach - dwie rodziny z dziećmi, dwie starsze panie, samotny emeryt, trochę innych jeszcze osób w każdym wieku i chmara dziennikarzy z mikrofonami, aparatami i kamerami. Ścisk. Tuż przed dwunastą zajeżdża czarne volvo i wysiada z niego prezydent Gdańska, który po to, by przejechać się ogórkiem, wymknął się z posiedzenia Rady Miasta. Moglibyśmy już ruszać, ale - ogórek nie chce odpalić.
- W całej Polsce jest tych jelczy raptem kilkanaście - tłumaczy mi Adam Kaszubowski z Pomorskiego Stowarzyszenia Sympatyków Transportu Miejskiego. - Zostały zezłomowane. Ten jest jedynym zachowanym na Pomorzu.

Wezwany na pomoc stoczniowy żuk blaszak ze sprawnym akumulatorem pomaga w uruchomieniu autobusu. Silnik wreszcie zagadał i wnętrze po chwili wypełnia woń spalin.
- Pamiętam ten zapach - rozmarza się od razu prezydent Adamowicz. - Jeździłem często takimi pekaesami spod Elbląga do Gdańska. Kto nie był odporny, musiał brać aviomarin.
W naszej przejażdżce nie będzie tak źle, bo ogórek, ciężko kołysząc się na wybojach stoczniowej drogi, jedzie tylko na pierwszym lub drugim biegu. Po paruset metrach docieramy do pierwszego przystanku - obok historycznej sali BHP, gdzie negocjowano i podpisano porozumienia sierpniowe.
- Strajk najpierw trwał tylko trzy dni - zaczyna wspominać jeden z naszych dwóch przewodników, Paweł Zieńczuk.

W stoczni przepracował 36 lat.
- Z nadgodzinami i świętami byłoby pewnie tych lat z 50 - żartował potem w rozmowach. Brał udział w strajku 80 roku, był w stoczni w grudniu 81 roku, gdy na teren zakładu wjechały czołgi, strajkował także w 1988 roku. Chodząca historia. Dorobił się na tym wszystkim zawału, gdy w 1996 roku został, razem z wieloma innymi stoczniowcami, w tym jego synem, zwolniony z pracy po ogłoszeniu upadłości Stoczni Gdańskiej.

Gdy podjeżdżamy pod dawny budynek dyrekcji stoczni, pan Zieńczuk wspomina pierwszy strajkowy wiec w sierpniu 1980 roku, na którym zebrało się siedem tysięcy ludzi. Potem, kiedy obieramy kurs na pochylnię K2, rolę przewodnika przejmuje Jarosław Żurawiński. Płynie opowieść o stoczni Klawittera, z początku XIX wieku, przemianowanej na Królewski Zakład Budowy Korwet, gdzie w 1851 roku zwodowano pierwszą korwetę "Danzig". Stocznia Królewska stała się z czasem Cesarską, a obok niej, w 1890 roku, wyrosła stocznia Schichaua. Kiedy już ją wybudowano, akurat dojeżdżamy do kanału i pochylni, na której stoi kadłub okrętu, po czym robimy nawrót.

- Ta pochylnia nie należy już do stoczni, pracuje tu zewnętrzna firma - tłumaczy Zieńczuk.
Na trasie przez cały czas mieszają się epoki. Podjeżdżamy pod halę ubootów, gdzie budowano supernowoczesne niemieckie łodzie podwodne, a za jakiś czas trafiamy pod halę, w której znajdował się warsztat elektryka Lecha Wałęsy. Wcześniej robimy sobie przystanek przy moście pontonowym, prowadzącym na Ostrów. Tam ogórek nie wjedzie. Pan Zieńczuk wspomina, jak w grudniu 1981 roku Anna Walentynowicz, gdy wjechały czołgi, chciała ten most rozłączać. Wyciąga zdjęcia z Sierpnia 1980, z maja 1988 roku, opaskę strajkową. Do zdjęć przyklejone są karteczki z informacjami, gdzie i kiedy zostały zrobione. Takie osobiste relikwie.

- W stoczni pracowało kiedyś 17,5 tysięcy ludzi - opowiada Jarosław Żurawiński, gdy wróciliśmy do autobusu. - Zakład miał 10 pochylni. Dziś pracuje 2200 ludzi. Zakład miał trzy pochylnie, ale Unia zażądała zamknięcia dwóch.
Coraz wyraźniej dociera do nas, że te tereny pełne są niebywałych historii, ale ta nostalgiczna wyprawa to tak naprawdę wycieczka po cmentarzu. Hale są opuszczone i zrujnowane, jedynie w kilku widać zajętych pracą ludzi. Wszędzie bujne chaszcze. Na ścianach budynków kolorowe graffiti, zostawione przez działających tu artystów.

Wycieczkowicze spoza Gdańska najbardziej ożywiają się, gdy na koniec podjeżdżamy pod kawałek stoczniowego muru, na którym przytwierdzono kolejną tablicę Subiektywnej Linii Autobusowej, z informacją, że w tym miejscu wykonał swój historyczny skok Lech Wałęsa w 1980 roku.
- Tego muru za jakiś czas już nie będzie - opowiada Grzegorz Klaman. - Wiele lat temu wycięliśmy jego kawałek, na wystawę "Drogi do wolności". W tym roku fragment muru trafił do Berlina, obok Reichstagu, z umieszczoną na nim pamiątkową tablicą. Te niedoceniane przez nas fragmenty mają swoją wielką siłę i wartość. Tylko że dostrzegają to inni.

- ZOMO było organizacją zbrodniczą - na swój sposób puentuje wycieczkę Jarosław Żurawiński. - A dziś jego funkcjonariusze często mają lepsze emerytury niż ludzie, którzy byli przez nich bici. Trudno się dziwić goryczy stoczniowców.
- Statki, pochylnie, pożar hali stoczni, no i gdzie Lech Wałęsa skakał przez mur - wyliczają mi to, co zapamiętały po wycieczce paronastoletnie Paulina i Iza.
- Jak będziemy oglądały w domu zdjęcia, na pewno sobie o tym wszystkim jeszcze poopowiadamy - pomaga im pani Małgorzata, mama Izy. - Chciałam zabrać dziewczynki właśnie w taką podróż w przeszłość. Mogliśmy to wszystko zobaczyć na własne oczy i usłyszeć na własne uszy.
15-letni Janek, gimnazjalista z Sopotu, był po wyprawie wyraźnie poruszony i wzburzony.
- Ja napiszę petycję do rządu w sprawie stoczni - zapowiedział.

Subiektywna Linia Autobusowa funkcjonować będzie do końca sierpnia. Autobus odjeżdża spod historycznej Bramy nr 2, przy pomniku Poległych Stoczniowców, o godzinach 12, 14 i 16. Bilety kosztują 8 i 6 zł. W sprawie rezerwacji przejazdu należy dzwonić w godz. 12-18 pod numer telefonu 506 05 01 13 lub pod numer Instytutu Sztuki Wyspa 058 320 44 46.

Jarosław Zalesiński

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3