Do zobaczenia, Krzysiu. Przyjacielu, Przewodniku, Mistrzu

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Pogrzeb Krzysztofa Nałęcza w Ustce.
Pogrzeb Krzysztofa Nałęcza w Ustce. Krzysztof Piotrkowski
W środę na cmentarzu w Ustce rodzina, przyjaciele, dziennikarze, współpracownicy, samorządowcy z regionu słupskiego, przedstawiciele sądu, biura poselskiego PiS, sportowcy, sąsiedzi i ustczanie pożegnali Krzysztofa Nałęcza – słupskiego dziennikarza.

Krzysztof Nałęcz zmarł w wieku 57 lat po ciężkiej chorobie w sobotę 14 stycznia w swoim domu w otoczeniu najbliższych. Msza święta w kościele Najświętszego Zbawiciela i ceremonia pogrzebowa na cmentarzu w Ustce zgromadziły kilkaset osób.

Podczas mszy ksiądz Mariusz Wolender wspominał ostatnie spotkanie z Krzysztofem, w piątek.

- Krzysztof powiedział: „Proszę księdza, moje cierpienia przy cierpieniu Chrystusa to nic. To tylko kropla” – cytował ksiądz.

- Dziękuję za te słowa wielkiej wiary. Chwilkę później dodał: „Proszę księdza, ja śmierci się nie boję. Ufam, że Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy”. Krzysztof mógł tak powiedzieć, bo on rozpoznał Boga jako miłosiernego Ojca, nie tylko jako surowego sędziego. I dziękuję mu za wiarę. Kiedy umierał, wiedział, że przechodzi z domu do Domu.

Zabiegany, zapracowany, pozytywnie zakręcony, czasami zapominalski, ale zawsze miał czas dla dziennikarzy. Po rozmowach z nim każdy pomysł, każdy temat nabierał innych wartości. Nie było rzeczy niemożliwych. Jako redaktor naczelny „Głosu” walczył o ważne dla regionu sprawy, o mniejsze i większe społeczności, o każdego człowieka. Był inicjatorem wielu akcji, pasjonatem koszykówki, świetnym dziennikarzem, znanym z trafnych puent.

Jednak na pierwszym miejscu zawsze stawiał Boga i swoją rodzinę – ukochaną żonę Agnieszkę, czworo dzieci, rodziców.

- Wszyscy mamy złamane serca. Jesteśmy pełni gniewu, żalu i też niedowierzania. Odczuwamy ogromny smutek, żal i tęsknotę – mówił podczas ceremonii pogrzebowej Maksymilian Nałęcz. - Jestem pierworodnym. Jestem jego pierwszym dzieckiem. Syn i ojciec są w nieodłącznej relacji. Trudno sobie wyobrazić, życie i dalsze funkcjonowanie, kiedy ta symbioza została przerwana.

Syn Krzysztofa Nałęcza mówił nie tylko o odczuciach rodziny, ale także o tym, jak na Krzysztofa patrzyli inni ludzie.

- To człowiek, który w swoim stanowczo za krótkim życiu nie zaznał choćby momentu nudy. To człowiek, który każdą sekundę swojego życia poświęcał na coś, co było dla niego ważne, co było jego pasją, czym żył i oddychał. I angażował się w to każdym pierwiastkiem swojego ciała. Oczywiście na pierwszym miejscu była rodzina, ale każdy, kto go znał, wie, że - czy to była koszykówka, czy kino, czy muzyka, jakiekolwiek przedsięwzięcie, czy pomaganie innym – w cokolwiek się angażował, miało to element ognia i było pasjonujące. Dla wielu osób tutaj zebranych ojciec stał się przyjacielem, rozmówcą, mentorem, współpracownikiem, kompanem. Będziecie za nim potwornie tęsknić. Ojciec chciał, abyśmy tak samo jak on czerpali z życia na tym łez padole. Miał to szczęście, że poznał fantastyczną kobietę, która jest moją mamą. Był też człowiekiem niesamowicie twardym. Będziemy kontynuowali ten jego ogień. Dziękuję, że jesteście teraz z nami.

Przemysław Woś ze słupskiej redakcji Radia Gdańsk pożegnał przyjaciela słowami „Smutno, mi Boże!” z hymnu Juliusza Słowackiego.

- Był po prostu dobrym człowiekiem – mówił Przemysław Woś.

- Miał zasady i wierzył w to, że dziennikarz i człowiek ma niezbywalne obowiązki, że są sprawy ważniejsze od chwilowych korzyści, że przyzwoitość, uczciwość i rzetelność nie mogą być zamieniane na dobra chwilowe, że rodzina to skała, na której możesz się oprzeć - jest i będzie z tobą w najtrudniejszych momentach. W tych najcięższych chwilach, w ostatnich miesiącach powtarzał mi, że to próba, że nie zadaje sobie pytania - dlaczego to on? Bo dlaczego niby miałby być ktoś inny? Przysłowie głosi, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale ja już wiem, że to nieprawda.

W imieniu dziennikarzy "Głosu" Krzysztofa Nałęcza pożegnał Wojciech Frelichowski, zastępca redaktora naczelnego.

- Jego odejście również w nas uderzyło. Nie potrafię określić naszego żalu po takiej stracie. Przewodził nam przez kilkanaście lat. Był naszym mentorem, naszym mistrzem, naszym przewodnikiem. Był zawsze wzorem pracy, wzorem uczciwości i skromności - powiedział. - Dla mnie był zawsze największym przyjacielem. Człowiekiem, z którym rozumieliśmy się bez słów. Będziemy go zawsze mieli w sercach i będziemy go zawsze pamiętać.

Krzysztofa Nałęcza pożegnał również Adam Chmielecki, prezes Radia Gdańsk.

- To wielka strata dla całego środowiska dziennikarskiego na Pomorzu i w całej Polsce – mówił. - Pan redaktor Krzysztof Nałęcz ostatnie dwa lata swojej kariery dziennikarskiej spędził w Radiu Gdańsk. To nie był najdłuższy etap jego działalności, ale dla nas to był bardzo ważny czas i bardzo ważna obecność, której się nie da zastąpić. Pan Krzysztof był wybitnym dziennikarzem, wybitnym redaktorem, doskonałym kolegą, bardzo serdecznym, pomocnym, dzielił się doświadczeniem, zawsze uśmiechnięty. I takim go zapamiętamy. Zaimponował mi pokorą i skromnością. I pasją dziennikarską. Bycie dziennikarzem traktował jako powołanie. Był doskonały w każdej formie dziennikarstwa. Teraz na pewno na nas patrzy. Panie Krzysztofie, dziękujemy za wszystko.

***

Krzysztof Nałęcz studiował historię na słupskiej uczelni. Wcześniej w Zespole Szkół Morskich w Kołobrzegu zdobył dyplom technika nawigatora. W latach 1991-2001 był dziennikarzem „Gazety Wyborczej", do 2006 roku redaktorem w różnych mediach, także ogólnopolskich, od września 2006 roku do października 2020 roku redaktorem naczelnym "Głosu Dziennika Pomorza", czyli "Głosów" - Pomorza, Koszalińskiego i Szczecińskiego, a następnie redaktorem „Radia Gdańsk”. Pracował prawie do końca swoich dni. Jego życie było pełne pasji. Dziennikarstwo pojmował jako misję. Zdobył sobie szacunek i uznanie wielu osób, niezależnie od ich poglądów politycznych. Dla słupskich dziennikarzy był mistrzem i przewodnikiem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Do zobaczenia, Krzysiu. Przyjacielu, Przewodniku, Mistrzu - Głos Pomorza

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na slupsk.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie