reklama

Protest właścicieli kutrów wędkarskich. Zablokowali porty, w tym port w Łebie [WIDEO,ZDJĘCIA]

Robert Gębuś
Robert Gębuś
Zaktualizowano 
Właściciele jednostek wędkarski z Łeby przyłączyli się do protestu, organizowanego na całym wybrzeżu. Dwugodzinna blokada portu jest związana z wprowadzonym od 1 stycznia przez Unię Europejską całkowitym zakazem połowów dorsza na Bałtyku. Właściciele kutrów wędkarskich twierdzą, że zostali pozbawieni środków do życia i jeśli rząd nadal będzie ich ignorował, to zablokują strategiczne polskie porty takie jak porty w Gdyni, Gdańsku i bazę paliw płynnych LNG w Świnoujściu.

Przez dwie godziny do portu w Łebie mogły wpływać tylko jednostki ratunkowe i wojskowe. Blokada portów na wybrzeżu, w tym portu w Łebie, to pokłosie dyrektywy unijnej, która od 1 stycznia 2020 roku przez 4 kolejne lata wprowadza całkowity zakaz połowu dorsza w Bałtyku. Obejmie on również wędkarstwo morskie. W Łebie protestowało piętnaście jednostek, na całym wybrzeżu ok. 200. Właściciele kutrów wędkarskich twierdzą, że tracą źródło utrzymania, a rząd nie zaoferował im nic w zamian.

- Protestujemy przeciwko bezsilności i braku pomocy ze strony rządu

- mówi Michał Niedźwiecki, armator jednostki "Szmugler" z Łeby.

- Po kilkukrotnych spotkaniach zostawił nas z niczym. Od 1 stycznia zostajemy bez środków do życia i bez możliwości zarabiania pieniędzy.

Ryby nie będzie, zostaną koszty
Właściciele kutrów podkreślają, że z dniem 1 stycznia pozostaną im jedynie...koszty. I to niemałe.

- Nie jesteśmy w stanie utrzymać statku. Trzeba robić przeglądy, wychodzić na "slip"

(pochylnia z lądu do wody-red.).

Koszt jednorazowego przeglądu takiego statku to ok. 25 tys. zł. Zostajemy ze statkiem przy kei, który wymaga comiesięcznych wkładów finansowych. Inwestujemy w radary, urządzenia...Większość z nas ma na ten cel zaciągnięte kredyty. Z dniem 1 stycznia nie będziemy w stanie ich płacić. Chcemy, by rząd nam pomógł, bo dziś jesteśmy zostawieni z niczym

- podkreśla Michał Niedźwiecki.

Czytaj również:Otwarto punkt sprzedaży świeżej ryby w Łebie

Armatorzy podkreślają, że to właśnie rząd od wielu miesięcy negocjował z Komisją Europejską warunki zamknięcia Bałtyku dla połowów dorsza, a im dał półtora miesiąca i nic ponad to.

- Negocjacje nie odbyły się z dnia na dzień, a rząd w takiej sytuacji postawił nas praktycznie z dnia na dzień

- akcentuje.

-Nie informowano nas na jakim etapie są negocjacje. Wcześniej obszar morza Bałtyckiego był zamykany tylko dla rybołówstwa komercyjnego. To pierwsza sytuacja, że KE zamknęła Bałtyk w trybie natychmiastowym dla wszystkich.

Właściciele kutrów nie podważają przy tym zasadności decyzji Komisji Europejskiej, o zamknięciu Bałtyku dla połowów dorsza. Zdają sobie sprawę, że pod względem zasobów dorsza Bałtyk staje się pustynią.

- To też jednak wynika ze wcześniejszych działań Komisji Europejskiej, która wpuściła na Bałtyk duże statki, które nie powinny tutaj łowić. To one spowodowały że poprzez odławianie narybek dorsza nie ma się czym żywić. O tym, że ten problem się pojawi mówiliśmy od dawna i to się stało. Nie możemy jednak zostać z niczym, a teraz tak jest

- mówi Niedźwiecki.

Zakaz połowu i farmy wiatrowe na morzu zabiją wędkarstwo morskie?
Na unijny zakaz połowu dodatkowo nakłada się inwestycja w morskie farmy wiatrowe. Już w przyszłym roku ma ruszyć budowa turbin wiatrowych na morzu. Zdaniem Niedźwieckiego, unijny zakaz połowu i wiatrowa inwestycja może być gwoździem do trumny polskiego wędkarstwa morskiego.

- W przyszłym roku rozpocznie się budowa morskich farm wiatrowych na morzu i one powstaną na naszych najlepszych łowiskach. Z automatu nikt nie pozwoli, żeby nasze jednostki wpływały na teren budowy wartej 3 mld. Będzie to infrastruktura krytyczna. Bardzo ważny element infrastruktury energetycznej państwa

- uważa Niedźwiecki.
Właściciele kutrów domagają się rekompensat za czteroletni postój lub zezłomowanie kutrów. Obawiają się też, że po wybudowaniu farm ryba ucieknie w głąb morza. Niewielkie jednostki, którymi dysponują, łowią głównie w pasie przybrzeżnym, niekiedy wypływają maksymalnie 20 mil od nabrzeża. - Ryba będzie poza naszym zasięgiem - uważają.
Zdaniem armatorów, po czterech latach zakazu połowu i wybudowaniu farm wiatrowych może dojść do sytuacji, że nie będą mieli już po co wracać na morze. Stąd rozmowy w ministerstwie środowiska o warunkach likwidacji jednostek. Twierdzą, że przed wyborami sprawa była "domówiona" a po wyborach wróciła do punktu wyjścia

. - Chcieliśmy rozwiązać to jednorazowo poprzez kasację jednostek

- mówi Niedźwiecki.

- Takie programy są uruchomione dla rybołówstwa komercyjnego. Przed wyborami ministerstwo Środowiska, które dysponuje środkami na recykling, dogadało się z nami i przed wyborami temat był załatwiony. A po wyborach okazało się, że do wcześniejszych rozmów nie ma co wracać, ponieważ znalazły się one ponownie na etapie początkowym.

Czytaj również:Dzień Rybaka w Łebie

Rząd odsyła armatorów do KE, armatorzy wysyłają do niej rząd
Grzegorz Hołubek - doradca ds. rybołówstwa przy Marku Gróbarczyku - ministrze Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wskazuje, że rząd chce pomóc polskim armatorom - kutrów.

- Doskonale wiemy, że dorsz jest tą rybą, które decyduje u nas o rentowności jednostek

- podkreśla Grzegorz Hołubek.

- Wiemy też, jaka jest geneza tego kryzysu na Bałtyku. Chudy dorsz lub jego brak to efekt błędnej polityki unijnej od wielu lat, której teraz zbieramy żniwo. Zbiera Polska i inne kraje nadbałtyckie, bo tam też zakaz obowiązuje.

Hołubek podkreśla, że Komisja Europejska ustanawiając Fundusz Rybacki na lata 2014 - 2020 nie wzięła pod uwagę wędkarstwa morskiego.

- Pieniądze z Funduszu Rybackiego są na wsparcie rybołówstwa i innych branż

- mówi Grzegorz Hołubek. -

Ostatecznie KE uwzględniła wędkarstwo morskie. I to KE powinna wypłacić armatorom rekompensaty. W przeszłości, gdy były wprowadzone czasowe zakazy połowu dorszy tak się działo. Teraz jesteśmy na początku podobnej drogi i sądzę, że branża musi upominać się o swoje, ale w Unii Europejskiej.

Ten argument nie trafia jednak do przekonania właścicieli kutrów wędkarskich. Chcą rozmawiać z ministrem Markiem Gróbarczykiem. Zaznaczają też, że to nie oni powinni negocjować w tej sprawie z Komisją Europejską.

- Największe pretensje mamy do naszego ministra, bo to on jest za to odpowiedzialny

- uważa Niedźwiecki.

- Jesteśmy Polakami, płacimy w Polsce podatki, pływamy pod polską banderą i do polskiego rządu podchodzimy z szacunkiem. Niestety, tego szacunku nie mamy z drugiej strony.

Brak dialogu będzie oznaczał blokadę strategicznych portów
Właściciele kutrów grożą, że nasilą protest, jeśli rząd nadal nie będzie z nimi rozmawiał.

Pokazaliśmy, że środowisko jest niezadowolone i chce rozmawiać z rządem. To początek akcji protestacyjnej. Jeśli nadal nie będzie żadnej propozycji ze strony rządu, to zablokujemy najbardziej strategiczne porty na polskim wybrzeżu, czyli Gdańsk, Gdynię, bazę paliwową, bazę kontenerową, wejścia promowe i bazę paliw płynnych LNG w Świnoujściu

- ostrzega Michał Niedźwiecki.
Kazimierz Kleina, senator RP i mieszkaniec Łeby uważa, że rząd powinien właścicielom kutrów wędkarskich i ich załogom przedstawić kilka rozwiązań tej sytuacji.

- To powinny być nowe perspektywy pracy przy pomocy posiadanych już jednostek. To mogą być rejsy turystyczne, nurkowanie morskie, być może jednostki byłby pomocne przy serwisowaniu morskich farm wiatrowych

- uważa Kleina.

- Jeśli zezłomujemy wszystkie łodzie to po co nam port? Trzeba też pamiętać, że jeśli te jednostki wypadną, to stracą prace także ludzie w firmach z nimi kooperujących. Łeba była pionierskim miastem jeśli chodzi o wędkarstwo morskie, które rozwijało się tu od połowy lat 90-tych. Ludzie dobrze sobie radzili. Rząd nie może zostawiać ich samym sobie. Mają swojego ministra i to on w pierwszej kolejności powinien z nimi rozmawiać i upominać się w ich interesie w Brukseli.

Wideo

Materiał oryginalny: Protest właścicieli kutrów wędkarskich. Zablokowali porty, w tym port w Łebie [WIDEO,ZDJĘCIA] - Lębork Nasze Miasto

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A kto się martwi o przedsiębiorców jak nie mają zbytu, o taksówkarzy jak stoją godzinami na postojach.

G
Gość
25 listopada, 18:42, Gość:

Zakaz nie powinien dotyczyć wędkarstwa sportowego. Ile oni są w stanie złowić na te wędki, przecież to są pojedyncze sztuki.

To chciałbys zobaczyc te "sztuki"

G
Gość
25 listopada, 18:42, Gość:

Zakaz nie powinien dotyczyć wędkarstwa sportowego. Ile oni są w stanie złowić na te wędki, przecież to są pojedyncze sztuki.

Jesli jednym sie pozwoli to madry polak wykorzysta ta luke prawna i namnozy sie pelno takich lodzi co beda wyplywac w morze i lowic dorsza i go sprzedawac pod przykrywka ze to tylko polow sportowy

K
Kot jarka

Widocznie suweren tak chciał. Suweren wybrał wybrańców Narodu, więc rządzą jak potrafią. A że niewiele potrafią? Trudno, widocznie suweren tak chciał.

G
Gość

Zakaz nie powinien dotyczyć wędkarstwa sportowego. Ile oni są w stanie złowić na te wędki, przecież to są pojedyncze sztuki.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3