Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Książki z zakurzonej półki: Stanisław Dejczer i jego „Człowiek w trzech mundurach”. Wojna - dramat, rzeźnia, groteska

Redakcja
„Człowiek w trzech mundurach”, Stanisław Dejczer, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2001
„Człowiek w trzech mundurach”, Stanisław Dejczer, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2001 archiwum
Stanisław Dejczer to postać już trochę zapomniana. Niesłusznie. Bo ten sopocki pisarz był człowiekiem wielu talentów i wielu zawodów, w których poruszał się wyjątkowo sprawnie. Urodził się w roku 1929 w Grudziądzu, zmarł 15 grudnia 2012 w Sopocie. Był socjologiem, prawnikiem i literatem. Jego twórczość cenili miłośnicy słuchowisk radiowych, sztuk teatralnych, felietonów oraz krótkich form scenicznych wykorzystywanych w kabaretach literackich. Był także współautorem czterech musicali i wodewili.

Debiutował w roku 1969. Wydał wówczas zbiór opowiadań satyrycznych „Pęknięty włos”. Później ukazywały się kolejne groteskowe powieści, w tym „Marynarz” (1973), „Strach” (1985), „Manekin, czyli kochanek Hitlera” (1994) oraz „Człowiek w trzech mundurach” (2001). Od roku 1953 do 1990 pracował w redakcji literackiej Polskiego Radia w Gdańsku. Od 1995 roku mieszkał w Sopocie. Był ojcem znanego reżysera Macieja Dejczera.

Stanisław Dejczer i jego twórczość

Twórczość Stanisława Dejczera obraca się wokół spraw polsko-niemieckich. Nawiązywała ona do dzieł, takich pisarzy jak: Günter Grass czy Horst Bieniek.

Z tą różnicą, że tamci dwaj umieszczali akcję swoich powieści w środowiskach drobnomieszczańskich, zaś Dejczer zapuszczał się w „wysokie sfery”. Bohaterami jego najważniejszych powieści „Manekin” i „Człowiek w trzech mundurach” są pomorscy ziemianie, zamożni właściciele dużych majątków.

Polacy i Niemcy… Sąsiedzi, przyjaciele, bardziej lojalni wobec siebie niż wobec współziomków, których językiem się posługują.
Z całą pewnością Erykowi Dorpatt-Malskiemu bliżej do niemieckiego sąsiada Geralda Rommera niż do polskiego fornala. Podobnie Gerald zawsze przedłoży towarzystwo Eryka ponad kontakt z cesarskim urzędnikiem czy miejscowym żandarmem. Mimo toczącej się wojny (pierwszej światowej) wciąż trwa sielanka, aż chciałoby się westchnąć - skoro było tak dobrze, dlaczego skończyło się tak źle? Skąd wyrosła obopólna nienawiść i eksterminacja w czasie II wojny światowej? Skąd to buńczuczne zawołanie: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”?

Zdaniem Dejczera Niemiec, zamiast pluć w twarz, wolał zapolować ze swoim polskim sąsiadem na kaczki, a potem zalecać się do jego siostry, które to zalecanki ona przyjmowała jako coś najbardziej naturalnego. „Między osobnikami obu narodowości, żyjącymi dziesiątki lat na Pomorzu pod jednym berłem cesarskim, odbywała się bowiem wymiana genów” - pisze Dejczer. - „Polacy i Niemcy biologicznie upodabniali się do siebie nawzajem. Na tyle, że z odległości kilkunastu metrów o zmroku trudno było rozróżnić, kto jest kim.

A już na przykład w stodole, na sianie o zmroku, Polak od Niemki zupełnie się nie różnił”… Gdybyż te zdania siedemdziesiąt lat przed powstaniem „Człowieka w trzech mundurach” zechciał przeczytać Adolf Hitler albo Józef Beck… Może nasze losy potoczyłyby się inaczej.

Dopiero pod koniec powieści zaczynają wyłazić demony nacjonalizmu. Reprezentują je zarówno Niemcy, jak i Polacy. I to ich najbardziej bezlitośnie tnie ostrze satyry pisarza - ci śmieszni, równocześnie tragiczni chłopcy z Polskiej Organizacji Wojskowej, absurdalny patriotyzm maszynisty kolejowego, groźna pobożność wikarego.

Sopocki artysta Stanisław Dejczer

Drugą stronę reprezentuje dwóch niemieckich żołnierzy zagubionych na bezkresnych przestrzeniach Ukrainy, z których jeden „na ruinie zmurszałego cesarstwa chce zbudować niemiecki komunizm, całkiem nowe państwo, szczęśliwe, bez przegranych wojen, bez wyzysku człowieka przez człowieka, ze schludnymi obozami śmierci dla tych, którzy komunizmu nie lubią”, a drugi głosi identyczne poglądy, zamieniając jedynie słowo „komunizm” na „rasizm”.

Akcja „Człowieka w trzech mundurach” toczy się podczas pierwszej wojny światowej - od roku 1917 poczynając, a kończąc na wojnie polsko-bolszewickiej w roku 1920… Wojny są jednym z ważniejszych motywów w literaturze światowej.

Pisarze różnie je przedstawiają. Według Sienkiewicza wojna to patos i obywatelski obowiązek wobec ojczyzny. Dla Hemingwaya jest to przyczynek do miłosnego dramatu. Dla Remarque’a - rzeźnia.

Dejczer postrzega wojnę w kategoriach groteski. Równie głupiej, co absurdalnej. W tym postrzeganiu najbliższy jest mu chyba Joseph Heller i jego „Paragraf 22”. Autor sam przyznaje, że łączy go wiele z Hellerem. W żadnym jednak razie nie można mówić o wtórności „Człowieka w trzech mundurach” wobec słynnej powieści amerykańskiego pisarza. W „Paragrafie 22” na pierwszy plan wysuwa się cwaniactwo. Amerykańscy żołnierze z armii walczącej we Włoszech robią wszystko, aby zachować swoje ciała w stanie nienaruszonym przez niemieckie pociski, przy tym mile spędzić czas w okupowanym kraju i jeszcze dorobić się na rozmaitych niezbyt legalnych handelkach.

"Człowiek w trzech mundurach"

U Dejczera jest inaczej. Jego bohaterowie nie potrafią „urządzić się” na wojnie. Są to ludzie honoru, w gruncie rzeczy postaci tragiczne. Gerald obciążony jest strachem przed widokiem krwi, co każe mu zamalować szybkę maski przeciwgazowej na żółto, aby krew wrogów lub współtowarzyszy walki straciła czerwony kolor. Eryk - karykatura żołnierza - spętany narzuconą sobie przysięgą, że nigdy nie zabije ani człowieka, ani zwierzęcia, bez przerwy popada w tarapaty, stając się notorycznym dezerterem.
Gdyby nie krzywe zwierciadło, którym autor posługuje się po mistrzowsku, raz za razem stwarzając prześmieszne, groteskowe sytuacje, ta powieść wcale nie byłaby wesoła.

Dejczer jest zdeklarowanym wrogiem wojny. Każda organizacja pacyfistyczna śmiało mogłaby przyznać mu swoją nagrodę, gdyby organizacje takie zechciały rozejrzeć się wśród pisarzy. Nie jest łatwo przetworzyć proces zabijania na farsę.
Dejczerowi w pełni to się udało i to chyba najlepiej świadczy o jego talencie. Na tle współczesnych postmodernistycznych mizerii albo nużących kryminałów naszych prozaików „Człowiek w trzech mundurach” błyszczy niczym gwiazda pierwszej wielkości.
To nie mus czytania, ale prawdziwa przyjemność. Powieść, która równie rozśmiesza, co skłania do myślenia. Mam nadzieję, że „Człowiek w trzech mundurach” wypłynie jeszcze w „masie towarowej”, jaką w ostatnich dekadach stała się książka. I jeszcze jedno.

Powinna zostać przetłumaczona na język niemiecki. W dobie kompletnie bezsensownych polsko-niemieckich napięć byłby to głos ważny, świadczący, że Polacy i Niemcy mogą żyć obok siebie bez wrogości, bez rozpamiętywania i wyolbrzymiania dawno przebrzmiałych kompleksów.

CZYTAJ TEŻ: Rozmowa. Monika Babicka, aktorka Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni obchodzi jubileusz 25-lecia na scenie

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Chcesz sprzedać mieszkanie ? To musisz wiedzieć!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Książki z zakurzonej półki: Stanisław Dejczer i jego „Człowiek w trzech mundurach”. Wojna - dramat, rzeźnia, groteska - Dziennik Bałtycki

Wróć na slupsk.naszemiasto.pl Nasze Miasto